czwartek, 18 czerwca 2015

Anime: Zero no Tsukaima

                                                  ZERO NO TSUKAIMA
                                                 


   Kategorie: Fantasy, Komedia, Romans
   Reżyser: Yoshiaki Iwasaki
   Rok wydania: 2006
   Czas trwania: 13x24min

  Louise de La Vallière, uczęszcza do Akademii magii w Tristain. Ma przydomek ,,zero", który wziął się od tego, że jej próby czarowania zawsze kończą się eksplozją. Na drugim roku nauki w Akademii uczniowie muszą przywołać chowańca, który będzie im towarzyszyć do końca życia. Inni uczniowie w wieku Louise przywołali kreta, straszaka, salamandrę, żabę, nawet smoka, lecz gdy przyszła kolei na na nią przywołała ona człowieka, Saito Hirage. Mimo próśb Louise, by powtórzyć przywoływanie, nauczyciel się nie zgodził. Louise i Saito będą od teraz na zawsze razem. Czeka ich wiele wspólnych przygód. W tych wspólnych spędzonych chwilach bohaterowie dowiadują się o sobie niezwykłych rzeczy. Będą zmuszenie dokonywać trudnych wyborów, a w czasie tego wszystkiego przez długi czas nie zorientują się jak stali się sobie bliscy.


Louis
  Co mogę powiedzieć o tej anime? Jest czarująca! Zaczęłam oglądać ją po prostu z nudów. A stało to się tak, że byłam chora i cały czas siedziałam w pokoju i nic nie miałam do roboty. Jakoś czytać mi się nie chciało (co było bardzo dziwne), więc postanowiłam coś obejrzeć i jak zawsze szperałam w internecie. I natknęłam się na ,,Zero no Tsukaima". Od razu spodobała mi się kreska, a skoro kreska ładna to może anime też będzie ,,ładne". Moje przeczucie się nie myliło. Już od pierwszych odcinków uzależniłam się od niej. Oglądałam ją całymi dniami i nocami (no może miałam przerwę na spanie (kładłam się o trzeciej nad ranem)). Ale kładłam się o trzeciej tylko dlatego, że mama mi wbijała do pokoju z pytaniem ,,Co to ma znaczyć?! Do łóżka! Już!" i wyłączała mi komputer ;-;. Anime jak dobrze pamiętam ma 4 sezony po około 14-13 odcinkach. Jakoś tak. Więc trochę się oglądało. Dziwię się trochę czemu ,,Zero no Tsukaima" ma tak mało fanów... Dla mnie anime było wspaniałe, z zwłaszcza openingi. Jeden z nich jest na moim blogu ,,I Say Yes" jest to drugi opening, a pierwszy ,,First Kiss" też jest przyjemny dla słuchu. Więc ze strony muzycznej moim zdaniem jest dobrze zrobione. No to teraz o kresce. Jak już napisałam wcześniej kreska jest ładna i miła dla oka. Tutaj nigdzie nie mogę się przyczepić, ale możliwe, że miała jakieś usterki tylko, że to anime było moją chyba szóstą i jakoś jeszcze wtedy nie zwracałam zbytnio uwagi na błędy techniczne. Lecz fabuła była oryginalna i magiczna i wciągnęła mnie w ten świat gdzie święcą dwa dyski księżyca. Anime oraz manga powstały na postawie powieści ilustrowanej (light novel) Noboru Yamaguchiego. Za dużo nie wiem o tym autorze. Ale mam pewne informacje, że powieść nie została dokończona, ponieważ Noboru zmarł z powodu raka płuc. Chociaż koniec mi się podobał i po prostu nie zostawił nie dosytu. Ale było widać, że to nie mógł być koniec, był zbyt magiczny i trochę nie pasował do całej fabuły. Był taki inny niż w innych animach. Bo nie często tak się kończą, że prawie wszystko zostaję wyjaśnione i happy end. To było wtedy takie ,,wow" coś innego, ale nie pasującego, więc przyznam się płakałam na końcu ze szczęścia, ale potem kiedy się tak zastanowić to to zakończenie wszystko zamknęło i nie miałam więcej pytań. Z tym płakaniem to nie tylko ze szczęścia. Płakałam jak bóbr (lubię to określenie ,,bóbr") na wcześniejszych odcinkach, a oglądałam to anime dwa razy, ale i tak w tych samych momentach z mych oczu zaczęła pryskać fontanna łez. Dlaczego to anime mi tak się podobało? Ja sama nie wiem. Jakoś tak się przywiązałam do tej całej historii i do tych bohaterów i prawdę mówiąc trudno było mi się z nimi roztarć. W pewnym sensie ta anima miała też przesłanie, znaczy ja to tak odbieram. Chodzi mi o więź między ludźmi. Taka więź może człowieka tak jakby unieść na skrzydłach i może nawet góry przenosić, by uratować tą osobą, na której zależy najbardziej. Może trochę wyolbrzymiam. Może. A może nie. Ale zakochałam się w tej anime. Miałam też dużo momentów do śmiechu podczas oglądania jej. (Chociaż gardło bolało to i tak się śmiałam). A najbardziej to zakochałam się nie w kimś innym tylko w Louis. Głównej bohaterce ,,Zero no Tsukaima". Bardzo szybko się denerwuje. W gule jest wybuchowa i to w niespodziewanych momentach jak jakiś wulkan. Ale potrafi też mieć inne uczucia nie tylko złość. Louis nigdy się nie poddawała i trochę mnie zdziwiło w ostatnim sezonie, że chciała dać za wygraną i tak po prostu oddać swoją miłość. Ale w końcu wzięła się w garść i dalej walczyła. Saito też szybko polubiłam, ale jedynym moim zdaniem minusem u niego było to zboczenie młodych chłopaków. Chociaż bez tego nie było by wielu momentów, w których pękałam ze śmiechu. Tak to prawda. Ale Saito był człowiekiem z innego świata i trochę inaczej rozumiał zdanie ,,umrzeć z honorem". Dla Louis i innych szlachciców to było najważniejsze, by odejść z honorem. Ja akurat jeśli chodzi o te odcinki z tym ,,honorem" to zgadzam się z Saito, ale jeśli chcecie wiedzieć o co chodzi to obejrzyjcie anime. Wielki plus ma to anime, że jest tu wątek miłosny, ale nie jest przesłodzony. Anime jest urocze i bardzo się cieszę, że je obejrzałam. Chociaż nigdy mi się nie znudzi i zapewne do tego anime jeszcze powrócę, ale chciałabym zapomnieć to wszystko co obejrzałam w ,,Zero no Tsukaima"...
     Dlaczego? Dlatego, że chce znów od początku tych wszystkich bohaterów poznać i od nowa się w nich zakochać.

                                                                          
                                                                           


                                                                     

1 komentarz:

  1. Czym się różni komis i powieść w obrazkach? Ceną. He. He. Herbata... Ta Siesta jakie yandere utajone czy co? No nic, znając życia ja, żeby być oryginalna, będą ją kochać i bazgrać o niej jak opętana po marginesach zeszytu. Taa... 'one-shoty, one-shoty, rrr...'. Taki smuteczek.
    Louise i Saito pewnie już zostali shippowani setki razy, nie? Nie wiem jak to działa, ale jak w anime da się komuś w twarz to jest to nieodwołalna oznaka miłości, przynajmniej ja tyle zauważyłam :)
    http://only-case.blogspot.com/
    Byłam grzeczna, zadaną pokutę odprawiłam i chyba z cztery posty skomentowałam. Zasłużyłam żeby robić sobie reklamę :)

    OdpowiedzUsuń