ROZDZIAŁ II
Sen o przeszłości
Stoję przed oknem. Jestem za niska, by za nie wyglądnąć, ale i tak widzę co się dzieję na dworze...
- Mamo, Mamo! Pada śnieg! Śnieg pada! Mamo! - krzyczę z całych sił. Chuda, wysoka postać o długich ciemnych lokach wychodzi za rogu ściany. Mama. Uśmiecha się i bierze mnie na ręce, bym mogła bardziej się przyjrzeć spadającym płatkom. Przykładam małą rączkę do zimnego szkła. Pragnę złapać jeden z tych białych puchów. Mama nieśmiało się śmieję. Odstawia mnie z powrotem na ziemię i znów stałam się malutka.
- Leć po braciszka - mówi do mnie. A ja ruszam pędem i przeszukuję pokoje, by znaleźć brata.
Falo! Falo! Śnieg pada! Falo! - krzyczę na cały dom. Biegam w te i wewte. - Falo! Gdzie jesteś!? - wpadam do łazienki. Mój starszy braciszek stoi przed lustrem i ćwiczy różne mini oraz układa sobie włosy. Uśmiecha się do mnie dziwnie.
- Patrz uważnie Mei jakiego masz przystojnego braciszka - rzekł dumnie. Popatrzyłam na niego jak na głupka i parsknęłam śmiechem. Przystojnego?
- Falo...- zaczęłam.
- Faro...- poprawił i westchną.
- ... śnieg pada! No chodź już. Zaraz będzie tata!
Ta, ta, już idę. - zaczęłam wychodzić z łazienki. Zatrzymałam się w przejściu. Faro znów układa włosy - Już pies sąsiadów ma lepiej uczesane kudły niż ty. - rzekłam kpiącą. Odwrócił się na piętach i spojrzał na mnie wzrokiem pełnym jadu.
- Oż ty mała... - za nim dokończył pisnęłam i zaczęłam zbiegać po schodach. Faro wybiegł za mną.
Nagle drzwi wejściowe się otwierają. Tato przyszedł. Jest cały w białym puszku. Odłożył prezenty na bok czym prędzej, a ja wskoczyła mu na ręce.
- Tata! - krzyknęłam. Faro zatrzymał się przed tatą. Parsknął.
- To nie fair. - rzekł. Wystawiłam mu język. Tata się zaśmiał głęboko i odłożył mnie na podłogę. Poczochrał włosy Faro.
- Jak tam życie synu? - spytał się go, ale on nie odpowiedział tylko zrobił zdenerwowaną minę.
- Wiesz ile układałem tą fryzurę? - parskną i znów zaczął przeczesywać swoje ciemne loki palcami. Zaśmiałam się pod nosem, lecz szybko odwróciłam uwagę od kudłów Faro i zainteresowałam się prezentami. Nie są zbyt duże, ale i tak jestem ciekawa co skrywają te kolorowe pudła. Nagle poczułam smakowity zapach. Już są gotowe. Szybciutko pobiegłam do kuchni. Ciastka są już gotowe mama właśnie je wyciągnęła. Posłała mi ciepły uśmiech.
- Są jeszcze gorące. Musimy zaczekać, aż wystygnął. - powiedziała i poszła przywitać się z tatą. Zrobiłam smutną minę. Poczekać? Pff. Ala ja chcę już. Odwróciłam się na piętach i popędziłam do salonu. Jestem od rana pełna energii. Moja cała rodzinka siedzi już na kanapie i czeka tylko na mnie. Czas otworzyć prezenty. Mamy taki zwyczaj, że zaczynamy od najmłodszego członka rodziny. Mama podała mi prezent.
- To dla ciebie Mei. - Spojrzałam na nich. Widać, że tata jest zmęczony pracą, ale nie okazuję tego. Faro dalej ma rozczochrane włosy. Posłałam im uśmiech szczęśliwego dziecka i zaczęłam rozrywać kolorowy papier. Moim oczom ukazał się pluszowa panda. Mój uśmiech się poszerzył od ucha do ucha.
- Dziękuję! - krzyknęłam i przytuliłam się mocno do taty. - Zaraz wracam. - wybiegłam z salony i pognałam do swojego malutkiego pokoiku. Na półce mam cztery pluszaki. W tamte święta dostałam lwa. A teraz mam do kompletu pandę. Zaczęłam się wspinać po łóżku by dosięgnąć półki. Nagle do moich uszu dotarł straszny krzyk. Coś się zbiło? Usłyszałam jakby ktoś rozbił talerze. Wybiegałam z pokoju i zmierzałam do salonu. Faro zatarasował mi drogę.
- Schowaj się gdzieś. - wyszeptał. Na policzku ma brzydką ranę. Zorientowałam się nagle, że to nie najgorsza rana. Ma poharatane całe czoło. - No już! - podniósł głos. Rozglądnęłam się dookoła siebie. Wlazłam do starego kufra. - I nie wyłaź, choćby nie wiem co. Jasne? - Zamknął kufer. Zrobiło się ciemno. Nie zdążyłam odłożyć pandy. Znów opętane wrzaski, które mrożą krew w żyłach. Co się dzieję? Mocno przytulam pandę. Serce wali mi jak oszalałe. Co się dzieję?! Znów coś spadło i znów krzyk. Rozpoznaję ten głos. To wrzaski Faro. Faro! Odtworzyłam kufer i wylazłam z niego. Nic. Cisza. Zero wrzasków. Powoli zaczęłam zmierzać do salonu. Nikogo nie ma, a drzwi otwarte są na oścież. Gdzie są wszyscy? Podchodzę do drzwi. Zauważam czerwony ślad prowadzący na dwór. Nie idź tam! Małe bose stópki stają na zimny śnieg. Gdzie Faro? Może to jakaś zabawa? Idę dalej po białym puszku. Jest taki zimny. Kieruję się czerwonymi śladami. Jest ciemno. Chłodno. Śnieg staję się różowy. Coraz bardziej i bardziej. Patrzę przed siebie. Coś tam się rusza. Może to wilk? Podchodzę bliżej i bliżej. Tu jest więcej czerwonej mazi. Co to jest? Mrożę oczy by lepiej się przyjrzeć. Nic nie widzę. Podchodzę bliżej. To człowiek. Nad czym on tak się garbi. Jeszcze bliżej podchodzę. Nie! Kto to? Jeszcze bliżej i bliżej. Śnieg sczeszczy pod stopami. Jeszcze bliżej. Co to jest... Faro! Pisnęłam. Ktoś czy coś się nagle obróciło. Wygląda jak człowiek, ale nim nie jest. Na pewno nim nie jest. Człowiek nie ma oczu koloru szkarłatu. Nie ma długich kłów pokrytych krwią. Nie ma długich szponów. To coś patrzy na mnie z obłędem w oczach. Uciekaj! To coś zabiło Faro. To coś go je? Nie. To coś wyssało z niego życie. Faro.. nie żyję. Jego ciało jest całe poharatane... a dalej w cieniu drzew leżą martwe ciała moich rodziców. To coś ich zabiło. Wszędzie krew. Krew! Pełno krwi. Pisnęłam jeszcze głośniej. To coś zmierza w moim kierunku. Nie mogę się ruszać. Mocno przytulam do klatki piersiowej pandę. Rusz się! Uciekaj! A ni drgnę. Jest coraz bliżej. To nie jest wilk, to nie jest żadne inne zwierzę, ani człowiek. Więc co to jest? To stało się tak szybko. Obraz zalał się czerwienią. Poczułam tylko dziwne ciepło. Z mojego gardła wyrwał opętany się wrzask...
~ * ~
Obudziłam się cała zlana potem. To sen. Tylko zły sen. Złapałam się za głowę. To sen. Zły sen. Próbuję głęboko oddycham, lecz to nic nie daję, nie mogę wyrównać oddechu. Zły sen. Koszmar. To tylko sen. Dlaczego akurat teraz musiał mi się przyśnić? Jest mi zimno, a zarazem gorąco. Tylko zły sen. Wmawiam to sobie. Może był to sen, ale sen o przeszłości. Drżę. Przeszłośći... Łzy samę się zaczęły toczyć po policzku. Faro. Matko. Ojcze. Jak ja za wami tęsknie. Czemu we śnie wyszstko musi wydawać się takie prawdzie. Dlaczego? Dlaczego muszę znów to przeżywać?! Ja niechę do tego wracać! Nie chcę! Nie chcę! Wstaję szybko z łóżka i biorę ze sobą pluszaka. Nie chcę! Idę w kierunku drzwi. Już nigdy nie chcę śnić! Przyspieszam kroku. Nigdy! Jeszcze szybciej. Nigdy więcej do tego wracać! Staje przed drzwiami do pokoju siostry Glorii. Zapukać? A jeśli nie chcę żeby ją budzić? Ale potrzebuję teraz kogoś bliskości. To egoistyczne, ale potrzebuje. Lekko zapukałam i nacisnęłam na klamkę. W pokoju jest ciemno. Ktoś zapalił lampkę. To siostra Gloria. Obudziłam ją. Jestem egoistą.
- Przepraszam...- wydukała. Siostra Gloria przetarła oczy. Spojrzała na zegarek wiszący na ścianie. Jest trzecia nad ranem. Powoli zaczęła siadać. Ja dalej stoję w przejściu. Założyła okularu. Na co dzień nosi soczewki. Rozgląda się po pokoju. Jej wzrok zatrzymuję się na mnie.
- Przepraszam...- powtórzyłam. Siostra Gloria machnę ręką, bym podeszła bliżej. Zamknęłam powoli drzwi i zaczęłam zmierzać w jej kierunku. Ziewnęła. - Przepraszam, że cię obudziłam. - powtórzyłam.
- Co się stało - ziew - słonko?- spytała. Nic nie mowie. Przetarła jeszcze raz oczy. Poklepała miejsce obok siebie. Podeszłam i usiadłam tam. Chyba wie już o co chodzi. Objeła mnie ramieniem.
- Zły sen? - spytała. Kiwnęłam głową. - Ten sam? - znów kiwnełam. Przytuliła mnie mocniej. Nie wiem czemu, ale łzy same zaczęły lecieć.
- Już spokojnie. Już - mówi.
- Ale.. to tak boli...- powiedziałam. Jeszcze więcej łez. - Ja nie chcę. Nie chcę pamiętać.
- Nie chcesz pamiętać? Nie chcesz pamiętać o swojej rodzinie?
- ... To... tak boli.
- I będzie boleć. Lecz nie możesz o nich zapomnieć. Nie możesz. On.. uratował cię. - Siostra Gloria jest jedną z łowczyń. Tak jak siostra Anna i Teodora. Miały właśnie za zadanie, by znaleźć tych krwiopijców, którzy zaatakowali moją rodzinę. Siostra Gloria mówiła, że zdążyły w ostatniej chwili dodrzeć, bo by było już po mnie. Ale nie zdążyły uratować moich bliskich. Było już było za późno. Moja matka odeszła. Tak samo ojciec i Faro. Faro mnie uratował. Ponoć odwrócił uwagę bestii ode mnie i wybiegł na dwór. Miał mocno uszkodzoną nogę i z stąd były te ślady. Było ich dwóch. Dwa wampiry. Jeden zabił moich rodziców, a drugi wyssał życie z mojego brata. Z skąd wie to siostra Gloria? Powiedziała mi tylko to, że nie którzy łowcy mogą rozwijać dodatkowe zdolności. Ona taką jedną zyskała. Nic więcej mi nie powiedziała, bo nie mogła.
- Wiem. I nie zapomnę... Nie da się tego zapomnieć. - rzekłam. Miałam wtedy tylko pięć lat Pięć. W wieku pięciu lat wszystko straciłam. Wszystko. Dom. Rodziców. Brata. To wszystko co kochałam. Tak bardzo kochałam. A co jeszcze straciłam? Normalne życie. Jak bym chciała, żeby to wszystko było nie prawdą, ale nią jest. Prawda bywa okrutna. Bardzo straszliwa i bolesna, lecz jest prawdą, którą muszę znać. Ale to co się wtedy stało już się nie ostanie. Nic tego nie zmieni, że zostałam ugryziona. Nic. Czerwony napój to jedyny mój posiłek. Jest to krew. Nie prawdziwa od człowieka tylko od zwierząt. Jakby napiła się ludzkiej przemieniłabym się.
- Musisz pogodzić się z przeszłością, bo nic jej już nie zmieni i nie cofaj się do niej, tylko idź na przód, bo możesz jeszcze zmienić swoją przyszłość. - pouczyła mnie siostra. - A teraz - ziew - powinnyśmy się kłaść spać. Niedługo wielka chwila Mei.
- Mogę spać z tobą..- spytałam. Uśmiechnęła się słabo, ale bardzo miło.
- Jasne. Tylko nie zabieraj mi kołdry. - rzekła. Kiwnęłam głową i wpakowałam się pod pościel. Siostra zgasiła lampkę. - Śpij Mei. Śpij. - powiedziała ciepło. Już niedługo. Muszę zostać łowcą. Muszę. Muszę! Muszę pomścić brata. Rodziców. Muszę. I dokonam tego. Mocno przytuliłam się do pluszaka. To panda.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz