sobota, 11 lipca 2015

Rozdział I

                                                              ROZDZIAŁ I
                                                          Ostatni dzień razem


   - Mei, Mei... - krzyczy mi ktoś nad uchem. Obracam się na brzuch i wkładam głowę pod poduszkę. - Mei...! - Poduszkę ktoś mi wyrywa. Obracam się po raz kolejny, tym razem na plecy. Otwieram delikatnie oczy. Chcę nadal spać. Obraz jest nie wyraźny. - Mei, Mei... - ktoś ciągle powtarza moje imię. Przecieram oczy wierzchem dłoni. - Mei ... - O, to siostra Gloria. Coś do mnie mówi, ale co? Ziewam. Chcę spać. - Mei!... - tym razem głośniej zawołała. Macha mi czymś nad twarzą. Co to jest? Jakiś papierek? Nie... zaraz, zaraz. Jeszcze raz przecieram oczy. To list. List? Patrzę uważnie na kopertę. Jest na niej herb Akademia Yaiunda... Akademii! Zrywam się szybko i wyrywam list z ręki siostry Glorii. Senność minęła. Patrzę jak wyryta na herb. Nareszcie przyszedł.
- Otwieraj. No już, już. - popędza mnie siostra Gloria i siada obok mnie. Ręce zaczynają mi się trzęś.
- A co jeśli mnie... nie przyjęli? - wydukałam.
- Jeśli chcesz się dowiedzieć to musisz przeczytać list - odpowiedziała. Fakt, muszę przeczytać. Biorę głęboki wdech i zaczynam powili otwierać kopertę. Wyjmuję delikatnie z niej list. Kolor papieru listu jest srebrny, a list napisany został odręcznie piórem. Gorączkowo zaczynam czytać.
    Wypuszczam powietrze z płuc i patrzę radośnie na siostrę Glorię. W końcu mówię. - Przyjęli mnie.

                                                                  
                                                                     ~   *   ~


   Patrzę nadal na pieczęć Akademii. Udało się. Nie mogę w to uwierzyć. Wyjeżdżam tam z samego rana dwudziestego sierpnia. Chwilka...
 - Który dzisiaj mamy...? - pytam się siostry Glorii.
 - Dziewiętnasty - odpowiada.
 - To już jutro! - Podskakuje na równe nogi. Muszę się już zacząć pakować. Siostra Gloria wkłada siwy kosmyk pod welon. Wstaje z mojego łóżka. Podchodzę do niej i mocno się przytulam. Zaczyna głaskać mnie po głowię. Jestem pełna szczęścia, że dostałam się do Akademii Yaiunda, ale zarazem pełna smutku, że opuszczam mój dom. Odrywam się od siostry Glorii. Jest dla mnie jak matka. Od dziecka się mną opiekuję. Najbardziej będę tęsknić właśnie za nią. Siostra Gloria patrzy na mnie wzrokiem pełnym ciepła. Pełnym miłości.
- No już, już. Uśmiech na twarzy ma być. - mówi i uśmiecha się miło. Ja też się uśmiecham, ale do oczu i tak napływają mi łzy. To już jutro. Jutro wyjeżdżam do Akademii. Po policzku spłynęła mi samotna łezka. Przetarłam wierzchem dłoni oczy, by następne nie popłynęły. To ostatni dzień razem i nie mogę go przepłakać. Siostra Gloria ścisnęła mi dłonie i zaczęła iść w kierunku drzwi. Odwróciła się.
- Lepiej zaczynaj już się pakować, słonko. - powiedziała i wyszła zamykając za sobą delikatnie drzwi. Do uszu dobiega mi dźwięk skrzypiących schodów jak siostra Gloria po nich schodzi. Westchnęłam. Już jutro. Podnoszę krzesło i przystawiam je do szafy. Wdrapuję się na nie i zdejmuję z starej szafy torbę. Dużą czarno czerwoną torbę. Kładę ją na ziemię. Odsuwam krzesło na bok. Otwieram szafę. Całą jej zawartość zaczynam pakować do torby. Nie mam dużo ubrań.
          Siadam twardo na ziemi. Torba już prawie jest cała spakowana. Zostawiłam tylko jeszcze kosmetyczkę i ubrania na jutro. Nogi podciągam pod klatkę piersiową. Kątem oka patrzę na zegar. Na stary zegar stojący w kącie. Dochodzi jedenasta. Mają przyjechać po mnie jutro o siódmej. Wstaję i zaczynam otrzepywać się z niewidzialnego pyłku. Powinnam jakoś spędzić ten dzień wyjątkowo. Bo to ostatni dzień razem, ale jakoś nie mam ochoty. Za to chcę po prostu położyć się na łóżku i pogrążyć się w myślach. Podchodzę do okna i opieram się łokciami o parapet. Można powiedzieć, że to już koniec. Koniec mojego życia tutaj. I już nigdy ono nie powróci. Dostałam się do Akademii, a to oznacza, że wszystko się zmieni i nic już ni będzie takie same. Za oknem widać drogę z kamieni i kilka drzew oraz inne domy. Ludzie spacerują sobie w ten piękny, słoneczny dzień. Otwieram okno. Delikatny podmuch wiatru uderzył mnie w twarz. Dzieci biegają i głośno się śmieją. Tu jest tak pięknie, że aż mi szkoda opuszczać to miejsce, lecz ja tu nie pasuję. Jedno z dzieci nagle upadło. Chłopiec obtarł mocno kolano. Chłopczyk płacze. Z kolana zaczynają lecieć strużki ciemnej krwi. Czuję ciepło. Metaliczny zapach. Chcę podbiec do tego chłopca. Żyły zaczynają mi pulsować. Słyszę w uszach bicie swego serca. Chłopczyk nadal płaczę. W głowię mam szum krwi. Łapię się szybko za szyję prawą ręką. Spokojnie, wdech i wydech. Matka chłopca podbiega i ociera mu łzy. Całuje go w policzek i bierze go za rączkę. Prowadzi go do domu, by potem zapewne opatrzyć obtarcie. Szum w mojej głowie ustaje. Zamykam okno. Nie pasuję tu i nigdy nie będę pasować. Zaczynam iść w stronę drzwi. Otwieram je i zaczynam schodzić po schodach do kuchni sióstr.
           Teodora krząta się po kuchni. Jest to jedna ze sióstr. Za nią również będę tęsknić.
- Dzień dobry siostro Teodoro. - mówię przyjaźnię. Siostra odwraca się i posyła mi ciepły uśmiech.
- Dzień dobry, dzień dobry. - odpowiada radośnie. - Gratuluję z dostatnia się do Akademii.
- Dziękuję. - siadam na drewnianym krześle. Siostra Teodora stawia przede mną kubek z czerwonym napojem. Teodora otrzepuję swój habit z niewidzialnego pyłku i siada obok mnie na drugim krześle.
- To jak.. już jesteś spakowana? - pyta.
- Yhm, niedawno skończyłam - odpowiadam. Zaczynam sączyć napój. Napój ma słodko-gorzki smak. Gasi moje pragnienie. Odstawiam kubek.
- A jak u ciebie? Wczoraj w nocy wróciłaś, co nie? Jak było w Ealdumari? - pytam siostrę. Jej uśmiech się poszerza.
- Cudownie. Ealdumaria to kraj tak różnorodny, tak nasycony piękną przyrodą, starożytnymi zabytkami i cudownym klimatem, że dokładne poznanie jej zajęłoby mi całe życie. Musisz tam kiedyś pojechać. Są tam przesympatyczni ludzie. - znów zaczynam sączyć czerwony napój. Siostra Teodora zaczyna opowiadać jak to się spóźniła na autobus powrotny. Jak wspięła się na najwyższy budynek w tym kraju, lecz ja myślami znów jestem gdzieś daleko. Zastanawiam się jak będzie wyglądać moje życie w Akademii. Czy zdobędę tam nowych przyjaciół. Czy mnie w ogóle zaakceptują. Jak będą wyglądać lekcje. Jacy będą nauczyciele. Jak ogólnie cała ta szkoła wygląda. Nikt jej nie widział. Do Akademii nie każdy może się dostać. Do tej szkoły uczęszczają tylko ci którzy wiedzą, że wampiry istnieją i chcą coś z tym zrobić, mianowicie mogą tam się dostać tylko ci, którzy chcą zostać łowcami. Ja chcę być łowcą. Dla mnie wampiry to zwyczajni krwiopijcy, którzy nie powinny istnieć. Muszę zostać łowcą. By chronić ludzi, których kocham, ale również dla.....
 - Mei! Mei! - zamyśleń wyrwała mnie siostra Anna - Jak się cieszę, że się dostałaś. Wiedziałam, że ci się uda! - siostra Anna jest wspaniałą osobą. Otacza ją aura radości. Jest niska i dosyć przy kości. - Wiedziałam od samego początku! Moja kochana Mei. Jestem z ciebie taka dumna! - złapała mnie delikatnie za policzek. Siostra Anna jest dla mnie jak ciocia, której nigdy nie miałam. - Ja wiedziałam od początku, że ci się uda. No to kiedy wyjeżdżasz? - zapytała wesoło
- Jutro... - nagle cała radość z niej wypłynęła.
- Jak to ... jutro? Zwykle jest tydzień czasu lub więcej.
- Nie w tym przypadku - powiedziałam. Na twarzy siostry Anny zagościł smutny uśmiech.
- Czyli to jest ostatni dzień...?
- Najwyraźniej - rzekła siostra Teodora z westchnięciem. Siostra Anna wypuściła mój policzek i usiadła na krześle. Dotknęłam policzka dwoma palcami. Trochę boli. Znów zaczęłam pić napój.
- A niedawno byłaś małą dziewczynką, wiesz Mei. Tak szybko nam wyrosłaś. - rzekła Anna. Smutno się uśmiechnęłam do kubka. Zerkam na zegar w kuchni. Jest już prawie trzynasta.
- A teraz masz już prawie dwadzieścia lat. Jak ten czas szybko leci... - powiedziała siostra Teodora. Fakt, bardzo szybko.
- A to co taka ponura atmosfera? - do kuchni wparowała siostra Gloria. - Hymm?
- Gloria, ona tak nam szybko wyrosła - wydukała Anna.
- Zaraz Msza się zacznie. Nie płakać mi tu. - rzekła z uśmiechem na twarzy. Z tym ciepłym uśmiechem.
- Właśnie Msza! Miałyśmy być wcześniej! - Siostra Anna razem ze siostrą Teodorom zerwały się na równe nogi i szybko niczym wiatr wybiegły z kuchni. Siostra Gloria zaczęła po cichu się śmiać z siostry Anny, która tak szybko się spieszy, że prawie na zakręcie nie wyrobiła.
- My też powinnyśmy już iść - mówi do mnie.
- Yhmm, tak. - odpowiedziałam. Wzięłam ostatni łyk napoju i wstałam.
- Ach, widzę, że twój uśmiech gdzieś się zapodział - mówi do mnie. Nieśmiało się uśmiechnęłam do niej.
- Och...! - mlasnęła. - Już nie rób takiej wymuszonej miny. - podeszła bliżej i położyła mi swoje ręce na moich ramionach. - Chodźmy na Mszę. - posłusznie kiwnęłam głową.

                                                                      ~   *   ~

  Msza szybko się zaczęła i szybko się skończyła. Ludzie wychodzą z kościoła z radosnym wyrazem na twarzy. Dzieciaki się rozbiegają po ulicach. Słychać ich wesołe śmiechy. Wiatr słabo zawiał zabierając moje kosmyki włosów do tyłu. Słychać dzwon dzwoniący na zakończenie Mszy. Na jego głośny brzdęk ptaki zerwały się z koron drzew. Jest po czternastej. Siostra Gloria wdała się w interesującą dla niej rozmowę z innymi siostrami. Nie wiem o czym tak zachłannie gaworzą. Niezbyt mnie to interesuję. Zawróciłam na piętach i zaczęłam iść w stronę parku. Niech sobie w spokoju pogadają, a ja się przejdę. Rosną tu wysokie buki i dęby. W środku parku znajduję się małe jeziorko.
        Usiadłam na ławeczce. Jak to będzie w tej Akademii? Sama nie wiem. Ale się cieszę, że mnie przyjęli. Nie każdy może tam iść, bo nie każdy wie, że ta Akademia istnieję. To oni najpierw wysyłają do ciebie list z zapytaniem czy chcesz uczyć się u nich. Wybierają tylko tych, którzy mają chociaż trochę zadatków na łowców. Następnie odbywa się rozmowa z jednym z Akademii, a potem on ocenia swoje wrażenia i dzieli się nimi z innymi ze szkoły. Przy tej rozmowie wypytuję ile wiem na temat wampirów. Muszę również opowiedzieć mu swoje życie i dlaczego chcę zostać łowcą i skąd wiem, że zimne istoty istnieją.  Odbywa się potem narada z dyrektorem tej placówki i to on ustala czy się nadaję. Jakby się okazało, że nie przyjęli, usuwają całą pamięć i wspomnienia na temat krwiopijców. Nikt nie może wiedzieć, że one istnieją. Bałam się, że mnie nie przyjęli, dlatego że wiąże się to z tym usunięcie pamięci. Jakby do tego doszło zmienili by moje wszystkie wspomnienia, w których miały udział wampiry.  A do tego nie może dojść. Nie pozwoliłabym im usunąć mojej pamięci, a co dopiero chociaż zajrzeć w moje myśli i wspomnienia. Dlatego, żeby je uchronić muszę iść do tej Akademii. Jest to trzeci powód dla którego się do niej udaję. Muszę o tym pamiętać. Nie mogą mnie z niej wyrzucić, bo to co planowałam od lat nigdy się nie spełni. Westchnęłam. Już połowa dnia minęła. Czyli tak ma wyglądać ten ostatni dzień razem? Złapałam się prawą ręką za kark. Ja siedzę sama i rozmyślam. Cóż, czas wracać. Wstałam z ławeczki i powoli zaczęłam zmierzać do domu.

                                    
                                                                    ~   *   ~

   Dziewiętnasta. Wybiła właśnie dziewiętnasta. Na dworze nadal jasno. Dzieciaki grają w klasy.

                                                                   ~    *    ~

    Dwudziesta, nadal widać słońce. Leżę na łóżku nogami w górze opartymi o ścianie. Siostry wyszły pomagać w sierocińcu. Ja nie miałam humoru, by iść z nimi. Na nic nie mam humoru. Chcę być teraz sama.

                                                                      ~   *   ~
     Dwudziesta pierwsza. Powinnam z nimi spędzić ten dzień, a nie siedzieć sama w pokoju! Leżę skulona na podłodze. To przecież ostatni dzień razem!.... ale ten dzień już się kończy... zmarnowałam go... Zaczęłam obracać się w prawo i lewo na plecach. Jestem taka głupia! Wstałam. Może zejść do nich? Ale co ja będę tam robić, nigdy nic ciekawego nie mam do powiedzenia. Westchnęłam i opadłam na łóżko. Co ja mam zrobić? To już jutro. Oczy same zaczynają się zamykać. Powieki stają się coraz cięższe. Już jutro...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz